Cześć,

W tej części mojego bloga będą działy się rzeczy niemożliwe. Masz wyjątkową i niepowtarzalną okazję przeczytać wstęp do czegoś większego. Format o jakim nawet mi się nie śniło. Poznaj przygody Nathana, młodego blogera, który próbuje rozkminić o co chodzi w dorosłym życiu i jak się do niego zabrać. Chłopak nie bardzo wie czego chce od życia, ale jedno jest pewne chce blogować i przekazywać swoje przemyślenia i zajawki szerszej publiczności.


Czy pomożesz Nathanowi przejść przez piekło życia w miejskiej dżungli? To Ty masz duży wpływ na losy chłopaka. Możemy razem stworzyć tę historię, musicie tylko chcieć.


Milego czytania.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cukrzyca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cukrzyca. Pokaż wszystkie posty

10:23:00

Nie cackaj sie

Nie cackaj sie



Będąc dzieckiem nie miałam zbyt dużej styczności z ludźmi chorymi na cukrzyce. Byłam dwa razy w sanatorium ale tam poznałam grupę ludzi podobnych do mnie. My się ze sobą po prostu nie cackaliśmy. Turnus się skończył a każdy z nas pojechał w inna stronę Polski. Parę maili ale się kontakt urwał. Trochę czasu minęło i Facebook dał mi kolejną możliwość "spotkania" ludzi w takiej samej lub podobnej sytuacji jak ja. Z początku byłam zaciekawiona jak ludzie postrzegają cukrzycę i jak sobie z nią radzą. Ale jak mówią im dalej w las tym więcej drzew. I tak było w tym samym przypadku. 

Kiedy byłam dzieckiem marzyłam o wielkiej karierze siatkarskiej. Zaczęłam "trenować" w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Był nabór do drużyny czwórek, więc z moją najlepszą przyjaciółką zdecydowałyśmy  spróbować naszych sił.

 I udało się.

 Dwa razy w tygodniu po lekcjach zostawałyśmy na treningi. Rok później byłyśmy na tyle dobre by trenować ze starszą drużyną. Treningi 3 razy dziennie. I tak załapałam bakcyla. Wielkie marzenia o karierze z dnia na dzień rosły. Trunieje, treningi, sparingi to było coś czym żyłam i nie miałam zamiaru się poddać. 

W ostatniej klasie podstawówki trener powiedział nam, że rozpoczynają się nabory do szkoły sportowej. Oczywista sprawa pierwsza byłam w kolejce do zapisu. Udało się przyjęli mnie. W wakacje przed gimnazjum szkoła sportowa wraz z klubem miejskim organizowali obóz sportowy. Wszystkie przyszłe koleżanki z klasy pojechały tylko nie ja. 

Dlaczego? 

Bo cukrzyca; "nie podejmę się takiej odpowiedzialności by zabrać TAKIE dziecko na obóz". Ciemnota i brak chęci edukacji porażające. 

Ale to nic, przecież we wrześniu jak poszłam do szkoły tylko ja byłam ta inna bo nikt mnie nie znał z obozu. To nie przeszkodziło mi w dalszym trenowaniu. Tereningi dwa dziennie, pięć  razy w tygodniu plus basen. I jakoś tutaj cukrzyca mi w niczym nie przeszkadzała. A dawałam radę lepiej jak nie jedno zdrowe dziecko. Niestety kontuzja kolana przerwała moje marzenia. Ale zawsze jest jakaś altenatnatywa.

Kolejną  zajawką było wojsko. Tak baba w wojsku. Już widziałam siebie na poligonie czołgającej się w błocie, w  strugach potu i łez. Obierającej stosy ziemniaków. I celującej do tarczy z AK46. Równolegle chciałam być policjantką. Ścigać morderców i uczestniczyć w pościgach jak w Bad Boys. Oczywiście i na tym polu dyskryminacja bo cukrzyca. 

Ostatnim pomysłem na siebie było zostanie stwardessą. Kiedy leciałam pierwszy raz samolotem w wieku 8 lat. Pomyślałam te piękne panie mają robotę życia. Latają z miejsca na miejsce a jeszcze jak długi lot to maja kilka godzin  na odpoczynek w danym mieście to i świata trochę zwiedzą. Nie przeraziło mnie nawet kryterium biegłej komunikacji w trzech obcych językach. Ale najwyższej klasy wyniki zdrowotne. Cukrzyca - nie takich nie przyjmujemy.

Z każdej sytuacji jest wyjście. ZOSTANĘ PRAWNIKIEM tam nie trzeba kontroli jakości zdrowia.

Te historie są i negatywne ale jak zobaczyłam wpisy na grupie o cukrzycy typu "zwolnienie z wf bo mam cukrzycę",  "czy cukier 100 naczczo jest ok" "moje dziecko było samo gdzieś tam".
Ludzie błagam was nie cackajcie się z samym sobą ani z waszymi pociechami, bo życie da im tyle razy po dupie. Trzeba być twardym a nie miękkim.

Tekst  nie powstał w inicjatywnie urażenia nikogo, tylko by patrzeć szerzej. Bo cukrzyca to nie koniec świata to początek niezwykłej przygody. 

10:01:00

Czego nauczyła mnie cukrzycy?

Czego nauczyła mnie cukrzycy?



Cukrzyca to bardzo podstępna choroba, która jest w stanie dużo zabrać ale może też dużo dać.
Skupiając się na pozytywnym aspekcie tej choroby (bo jak słowo pochodne od cukier może być nie przyjemne) postaram się rozszerzyć trochę pozytywnej energii dla osób, które są na początku, środku i tak jak ja już trochę dalej we swojej podróży z przyjaciółką CT1.

Cukrzyca nauczyła mnie wiele, i to niej w 75% zawdzięczam to jakim jestem teraz człowiekiem i jakie mam podejście do życia i świata.

#1 Dojrzałość

Dzięki cukrzycy czuję, że musiałam dorosnąć nieco szybciej niż moi rówieśnicy. Przeliczanie WW z batona czy lodów zmusiło mnie by choć na ułamek sekundy stać się poważniejszą, bardziej rozgarniętą osobą niż moi towarzysze losu z piaskownicy. Wymiana zestawów infuzyjnych czy podawanie insuliny ukształtowały mój charakter. I tak mi już zostało

#2 Skrupulatność

W moim słowniku nie ma czegoś takiego jak na oko. Albo jest dokładnie albo nie ma wcale. To właśnie jest efektem skupienia się na trzymaniu odpowiedniego poziomu glikemii we krwi. Za mało WW za dużo insuliny i wykres poziomów cukrów przypomina nie jedna sinusoidę w poziomie.

#3 Upartość

Upartość w dążeniu do celu to bez wątpienia cecha, która przydałaby się każdemu w poniedziałkowy poranek. To jest dodatkowy kop do działania, który nie pozwala mi wysiąść z pociągu rollercoastera.
Jako dziecko cel miałam jeden trzymać cukier na poziomie 120 nie mniej nie więcej. Przed każdą wizyta u diabetologa zapisywałam w zeszycie samokontroli moje wyniki. I kiedy w jednym miesiącu udało mi się już prawie (poza paroma wyskokami i spadkami) osiągnąć mój cel. To upartość w dążeniu do celu (zaimponować lekarzowi) nie pozwoliła mi się poddać. I tak jest i dziś. Nie zostawiam rzeczy w połowie zrobionych. Nie udało Ci się dzisiaj uda Ci się jutro. Przewróciłeś się powstań i idź dalej z podniesioną głową.


#4 Ambicja

Dla wielu osób może wydawać się to zabawne lub dziwne ale to właśnie z tej lekcji cukrzycy wyniosłam ambicję. Ambicja może być dobra i popychać nas do celu, który sobie obraliśmy. Moim celem na życie jest udowodnić wszytkim dookoła że cukrzyk może, potrafi i zrobi lepiej. Zawsze w szkole podczas zajęć z WF-u musiałam pokazać wszystkim dzieciom "patrzcie przebiegnę 60 m szybciej niż nie jedno z was, skocze dalej i wyżej bo ja mogę i chcę". To samo było w szkole średniej. Egzamin? Sprawdzian? Nie ma znaczenia zrobię to lepiej niż nie jedno z was. I tak samo jest w dorosłym życiu. Pracuje fizycznie (sklep spożywczy) + studiuje, i nie ma u mnie pojęcia nie da się. Każdego dnia udowadniam sobie, że ja mogę pracować szybciej, efektywniej niż nie jeden zdrowy kolega. 

#5 Odpowiedzialność

Jestem odpowiedzialna za siebie i moje otoczenie. Czuję powołanie do misji, którą jest szerzenie mojej wiedzy i doświadczeń. Wiele ludzi nie zdaję sobie sprawy z tego czym jest CT1 i jak to wygląda. Podróż przez życie z dodatkowym plecakiem, trzeba znać umiar we wszystkim. Bycie odpowiedzialnym człowiekiem za swoje działania nie jest zawsze proste jeżeli chodzi o konsekwencje. Ale jeżeli cukrzyk nie jest opowiedzialny za siebie konsekwencje mogą przynieść opłakane skutki. 

Podzielcie się swoimi naukami jakie wyciągnęliście z lekcji pod tytułem cukrzyca.
Jeżeli chcecie więcej wpisów na temat cukrzycy nie zapomnijcie polubić mojej strony na fb. (To nieźle motywuje).

18:40:00

Hipoglikemia, czyli co jest po drugiej stronie zera

Hipoglikemia, czyli co jest po drugiej stronie zera




Hipoglikemia zjawisko obniżenia stężenia glukozy we krwi potocznie zwana niedocukrzeniem. 
Objawy: zawroty głowy, trzęsienie się rąk, niepohamowany głód, zalewanie potami, przyspieszone bicie serca, bez składny słowotok.

Jeżeli już wiemy czym jest hipoglikemia i jak się objawia przydałoby się powiedzieć jak jej zaradzić.
Nie tym razem. Każdy zdrowy człowiek zastanawia się jak to jest "mieć ten niski cukier" i co się dzieje kiedy cukier spada poniżej zera.


***

Była piękna pogoda więc wraz z mamą i znajomymi udałyśmy się na przechadzkę do lasu. Glukometr jest, krówki (obowiązkowo) są. To możemy wyruszać. Słońce dawało dużo ciepła mimo, że był dopiero marzec. Bawiąc się i śmiejąc z koleżanką biegamy wzdłuż polanki. Nie zanosi się na to by za chwilę miało coś się wydarzyć. Dorośli zajęci swoimi sprawami, to i lepiej dla dzieci mogą bezkarnie skakać po kałużach, wdrapywać się na drzewa i śpiewać ulubione piosenki. W pewnym momencie poczułam spadek cukru we krwi. 

-Mamo słabo mi.
-To zjedz krówkę- odpowiedziała mama. 

Jak kazała tak zrobiłam i bawiłam się dalej.

-Mamo słabo mi.
-Zjedz krówkę.
-Dopiero co jadłam...
- To weź jeszcze jedną.

Gryząc cukierka nie zanosi się na to by cukier poszedł w górę. Zjadłam jednego, drugiego, trzeciego i...

-Mamo słabo mi...
-Ile zjadłaś krówek?
-Nie wiem, trzy...cztery...może sześć.

I wtedy poczułam jakby ktoś wyłączył prąd z moich nóg. Zrobiły się wiodkie, i absolutnie bez kontroli. Przed oczyma ukazał mi się obraz, jakby ktoś zapomniał wyłączyć kamerę i upuścił ja na ziemię. Czuję jakbym pełzała a obraz staje się coraz mniej ostry. Widzę ciemność i światło na przemian. Ostatkiem sił wołam:
-Mamo...słaaabo....mi...
-Nie żartuj sobie wstań z tych kolan i idź normalnie
-Ale...

I ktoś wyłączył kamerę. Przed oczami tylko ciemność i dookoła cisza.

Otwieram oczy. Obce miejsce. Nie znam tych ludzi. Coś jem. Ale co to jest? Nie wiem. 
Może owoc? Widzę puszkę coca-coli, opakowanie po marsie i talerz pełen owoców. 
Ludzi w obcym mieszkaniu i mamę. 

-Gdzie ja jestem?-pytam zmartwiona, bo nie przypominam sobie żebym składała wizytę obcym luziom.
-U takich państwa. Pani jest lekarzem. Pomaga nam troszkę.

Pomaga nam? Ale po co? Dlaczego potrzebujemy pomocy. Chcę wstać ale coś mnie blokuje. Boli mnie wszytsko. Ręce, nogi, szyja. Próbuje wstać. Toczę walkę sama ze sobą, a w efekcie nie drgnę nawet na moment. Widzę glukometr. Wynik 45. 

Jak to możliwe zjadłam wszystko to a cukier raptem 45?

-Idziemy, nic mi nie jest. Możemy już iść. - mówię do mamy
-Poczekaj chwilkę, dojdź do siebie troszkę i dopiero pójdziemy.

Czuję się taka pełna jakbym przez ostatnią godzinę siedziała tylko i jadła. Jak to jest możliwe?

Morał tej bajki jest prosty i każdemu znany, gdy idziesz na spacer glukagon miej zawsze.

15:56:00

Cukrzyca to nie wyrok, to styl życia.

Cukrzyca to nie wyrok, to styl życia.

Nie, to nie jest kolejny mroczny tekst o tym jak mi źle i nie dobrze. Bo wcale ani nie jest mi źle ani nie dobrze, bo cukrzyca ukształtowała dużą część mojej osobowości i to kim jestem teraz. Wcześniejsze wpisy nie miały na celu ukazać jak ja to bardzo nie cierpię bo "to zło mnie dopadło". Tamte teksty powstały po to by rozprawić się z przeszłością a jednocześnie uświadomić ludziom co może dziać się w głowie małego cukrzyka nawet jeżeli nie daje tego po sobie znać. Nikt mi nie wmówi, że chociaż raz się nie zastanowił dlaczego akurat on... Ale nie o tym jest ten wpis... Ten wpis też nie jest po to bym dostała kolejne rady udania się do psychologa, psychiatry lub innego specjalisty i by uświadomić mi jak bardzo mam "nasrane w garach". 

Wręcz przeciwnie. To będzie bardzo pozytywny wpis, ukazujący ludzi sukcesu i ludzi którzy żyją pełnią życia z małym dodatkiem- cukrzycą.


#1Cukrzyk może być olimpijczykiem.


Michał Jeliński- mój absolutny numer jeden. Człowiek, który przełamał wszelkie bariery i nie poddał się mimo diagnozy. Czterokrotny mistrz świata, złoty medalista z Pekinu. Takich tytułów nie zdobywa sie za darmo, tylko za litry wylanego potu, uporu i determinacji.

#2Cukrzyk może przebiec 6521,5 km




Ayden Byle jest światowej sławy biegaczem. Pierwszy sportowiec chory na cukrzycę typu 1, który dokonał takiego wyczynu. Dzięki temu zdobył setki tysięcy dolarów na badania naukowe i założył fundację badań nad cukrzycą nazwaną własnym imieniem.



#3Cukrzyk nawet pasuje do NBA




Chris Dudley to amerykański koszykarz, któremu cukrzyca nie odebrała marzeń o wielkiej sportowej sławie. Chris jako środkowy zdobył nagrodę  J. Walter Kennedy Citizenship Award (1996) za działalnosć charytatywną w lidze NBA.


#4Cukrzyk może dostać Oscara


Halle Berry, aktorka światowego formatu która mogłaby zostać twarzą kampanii cukrzyca dla każdego. Nie ukrywa choroby i otwarcie o niej mówi. Zdobyła Oscara za film "Czekając na wyrok".




#5 Cukrzyk to też wynalazca



Thomas Edison, człowiek dzięki któremu mamy światło w domach za pomocą jednego małego pstryczka elektryczka. Nie trzeba chyba bardziej tego pana przedstawiać nazwisko mówi samo za siebie.

Obecnie na cukrzycę typu pierwszego choruje 370 mln ludzi na całym świecie. Nie jest to niczym nadzwyczajnym. Życie toczy się dalej. Jeżeli Twoje dziecko ma CT1 nie pozwól mu by zwalniał się z lekcji WF-u tylko przez cukrzycę. Jak widać w wyżej podanych przykładach osoby związane ze światem sportu i sztuki się nie poddają i idą dalej. To dlaczego Ty masz się poddać?


12:24:00

Hiperglikemia, czyli głodówkowa depresja

Hiperglikemia, czyli głodówkowa depresja


W dniu każdego cukrzyka przychodzi kryzys w postaci podwyższonego poziomu cukru we krwi. Ale co się dzieje w momencie kiedy poziom stężenia glukozy we krwi wynosi ponad 300 i utrzymuje się tak przez cały dzień. Dla dorosłego człowieka jest to frustracja i próba obniżenia cukru. Ale jak to wygląda w przypadku dziecka?

Jest słoneczny letni poranek. Jak zwykle po przebudzeniu sprawdzam cukier. Idę umyć ręce, nakłuwacz, naciskam spust i moim oczom ukazuje się mała kropelka krwi. Przykładam palec do paska i w zaledwie mgnienia oka na małym wyświetlaczu ukazuje się wynik 350. I co teraz?
Nic rutyna rusza dalej, zmiana wkłucia, podanie korekty i oczekiwanie na spadek. Na malutką obniżkę, byle tylko insulina zaczęła działać. Jest niedziela i wszyscy domownicy są w domu jedzą śniadanie. Moja mama przygotowała mi szklankę pełną wody z plasterkiem cytryny. Siedzimy przy stolę i ja patrzę jak oni jedzą. Czuję jak żołądek przyrasta mi do kręgosłupa, a łzy napływają do oczu. Gdzieś głęboko w środku mnie powraca pytanie dlaczego ja? Co sprawiło, że to właśnie mnie los wybrał na takiego nieszczęśliwca który musi żyć z cukrzycą?

Po śniadaniu mama zaproponowała rodzinny spacer. 

- Nie możemy oddalić się za daleko, bo Karolina...-przypomina mama.

Przed wyjściem sprawdzamy cukier jeszcze raz. Wynik? 325 po 2 h od podania insuliny. Decyzja zapadła podamy insulinę penem.

Wychodzimy na zewnątrz. Jest już koło południa. Ulice są pełne bawiących się dzieci, rodziców rozmawiających ze znajomymi. I wtedy moim oczom ukazuje się dziewczynka, która trzyma loda. Widzę jak po jej ręce spływa, roztopiony Big Milk. I nie wytrzymuje, wykrzykuje mojej mamie prosto w twarz:

-Czemu Ty mnie tak torturujesz? Nie kochasz mnie? Daj mi jeść, ja zaraz umrę! Nie wytrzymam ani sekundy dłużej. 

Wracamy do domu. Mierzę cukier ponownie. Jest światełko w tunelu- wynik- 250. To już 4 h od przebudzenia, a ja nadal nie zjadłam jeszcze nic. Mama przyniosła mi kapustę kiszoną i mówi, że to mogę zjeść a następnie kazała mi wypić wodę z tej kapusty. Nie ma nic gorszego na świecie, jak dla 6-letniego dziecka, na obiad picie wody z kiszonej kapusty. I znowu muszę patrzeć jak rodzina zasiada do niedzielnego obiadu. Jak jedzą ze smakiem a mi dali wodę z kiszonej kapusty.

Tego było już za wiele. Ja tego nie rozumiem. Czy oni mnie nie kochają? Dlaczego sprawiają mi takie przykrości. Skoro ja nie mogę jeść czemu oni nie poszczą ze mną? Gdzie jest jakaś solidarność.

Wstałam od stołu i krzyknęłam:

-Oddajcie mnie do domu dziecka jak mnie nie kochacie. Po co mnie tak torturujecie?

Wpadam w szał.

- Nie chce tak żyć. Nie cierpię tej cukrzycy. Dlaczego ja? 

W tym momencie z tyłu mojej głowy pojawia się myśl. Skoczę z okna. Mieszkamy na 4. piętrze szybko pójdzie. Zbliżam się do okna. Ale jestem zbyt mała by je otworzyć biorę taboret. I mogę już dosięgnąć do klamki. Do pokoju wpada mama. I próbuje mnie uspokoić.

-Kochanie, zejdź z krzesełka. Chodź do mamy, coś Ci pokażę.

-Nie nawidzę Cię tak samo jak Ty mnie.- Krzyczę do niej - Nie chce takiego życia. Ciągłe mycie rąk, mierzenie cukru, insulina a Ty mnie głodzisz.

-Córeczko, zejdź do mnie na chwilkę. Zrobimy cukier i obiecuję że dam Ci obiad. Tylko zejdź do mnie. 

Wtedy zobaczyłam jak oczy mojej mamy napełniają się łzami...

Pierwsza próba samobójcza nie udana.

Morał z tej historii jest jeden. Usiądź ze swoim dzieckiem i wytłumacz mu co oznacza hiperglikemia. Co się może wydarzyć. I jakie skutki może to przynieść za nim będzie za późno. 

Napiszcie swoje przeżycia i historie dotyczące hiperglikemii.

10:37:00

Wyznania anonimowego cukrzyka

Wyznania anonimowego cukrzyka



Cukrzyca jest chorobą cywilizacyjną, na która cierpi co 10 osoba w społeczeństwie. Może dopaść każdego, małego i dużego. Źle leczona może doprowadzić do śmierci. Co 7 sekund ktoś umiera z powodu cukrzycy lub powikłań cukrzycowych. Jest jednak światełko w tunelu z tym da się żyć.


Dlaczego więc tak ciężko pogodzić się z jej diagnozą? 

Czyli diagnoza cukrzycy oczami dziecka.



Jest noc, czuje silne pragnienie. Pragnienie tak silne jakbym przebywała na Saharze a wody nie piła od miesięcy. Podejmuję decyzje. Wstaje, widzę karton soku, biorę go pije. Wydaje mi się że wypiłam dwa łyki. Odkładam sok idę spać. Wstaję, czuje silny nacisk na pęcherz. Idę oddać mocz. Dokoła jest ciemno, wszyscy śpią i nie ma pomocy znikąd. Idę spać, czuje jakby łóżko unosiło się, falowało. I znowu muszę wstać napić się bo nie wytrzymam, zaraz uschnę. I czynność picia i oddawania moczu trwa w moim odczuciu wieczność. I nareszcie nastaje ranek. Wszytko jest jakby za mgłą, widzę zarysy postaci ale nie mogę dojrzeć ich twarzy. Zauważyli, że wypiłam sok. Całe 4 litry w ciągu jednej nocy. Jak na 4-letnie dziecko to całkiem sporo. I jest konsternacja - z nią jest chyba coś nie tak. Cała akcja nabrała tępa. Pakują mnie do auta, nie odpowiadają na pytania gdzie jedziemy. Jestem w pół przytomna. Cucę się, lekarz patrzy na mnie z niedowierzaniem. Licznik glukometru pokazuje ponad 500. I co teraz? Do szpitala. I znowu tracę kontakt z rzeczywistością. Budzę się po raz kolejny. Dotyk zimnych dłoni kobiety w białym kitlu doprowadza mnie do szału. Wpadam w histerię, której nic ani nikt nie może zatrzymać. Pełno węży dokoła mnie, kroplówki, igły i strzykawki. Pamiętam to doskonale jakby wydarzyło się zaledwie wczoraj. Słowa lekarki -"to cukrzyca", a następnie - "uspokój się, przecież jeszcze nic ci nie robię. Czy ktoś może uspokoić to dziecko?". Czy ona nie rozumie, że ja się boję? Nie ukończyłam szkoły medycznej, w której szpital jest moją codziennością a biały kolor standardowym outfitem. Jestem małym dzieckiem, które ledwo co się urodziło a już ma tyle problemów.


Minęło kilka dni, a może nawet tygodni. Jestem już w domu. Ale nic nie wydaję się być takie samo. Dźwięk otwierającej się szafki budzi we mnie coś na kształt fobii. Szukam schronienia, może teraz mnie nie znajdą. Biegnę do szafy i skulam się najbardziej jak mogę. Słyszę kroki i myślę, że udało mi się ich przechytrzyć. Szafa się otwiera i słyszę głos mojej mamy " otwórz oczy kochanie, mamusia i tak cię widzi". I przerażenie w moich oczach, to jest czas na kolejny zastrzyk. Kolejne mycie rąk, i kłucie palców a potem dwa zastrzyki by móc zjeść pół jabłka i 4 krakersy solone. I tak mijają kolejne dni i tygodnie a potem lata. Raz pamiętam chcieli mnie przekonać, że to nie boli. Tata wziął igłę i zaczął nakłuwać swój brzuch " patrz córeczko to tatusia wcale nie boli". Czy oni myślą, że jestem istotą bezrozumną bo jestem dzieckiem " tak ciebie nie boli bo masz brzuch jak wieloryb".
Innym razem chcieli mnie przekonać do mierzenia poziomu cukru. Wzięli moją ulubioną lalkę, dali mi nakłuwacz i powiedzieli zrób to sama jesteś już duża. Może i miałam z tego frajdę do momentu, w którym okazało się że dwie łyżeczki cukru i trochę wody to wynik równy 110. 

Wszystko było dobrze do momentu końca wakacji, ale nikt mnie nie uprzedził, nie poinformował że nie idę do przedszkola. Po prostu nie poszłam. A gdzie moi koledzy? I wspólne zabawy? Leżakowanie po obiedzie? Gdzie to wszystko? Masz cukrzycę zostajesz w tym roku w domu. I co ja będę robić? Mama nie pójdzie do pracy?

Dziecko tego nie rozumie, w jakiej znalazło się sytuacji. Nie wie dlaczego wszystko potoczyło się inaczej, zupełnie nie spodziewanie. Pozostaje tylko pogodzenie się z tą nową sytuacją. I nauczenie się życia w inny sposób niż wcześniej.

Drodzy rodzice małych cukrzyków APELUJE DO WAS : rozmawiajcie ze swoimi dziećmi i wytłumaczcie im co się dzieje bez względu na ich wiek. Bo nie ma nic gorszego jak nie wiedza. Pozdrawiam, cukrzyk od dziecka.

Copyright © 2016 kappacofe , Blogger